Medeah - MetalHammer "Own words" czerwiec 2001


Jako, że minął już jakiś czas od premiery najnowszego naszego albumu "Fetish", miałam okazję zapoznać się z różnymi zdaniami na jego temat. Zawsze przy okazji wydania nowej płyty nie mogę doczekać się opinii innych ludzi na jej temat. Świetnie jeżeli są to opinie pochlebne, ale również i słowa krytyki są pomocne jeśli są dobrze uargumentowane. Należę do osób bardzo ciekawskich i liczę się ze zdaniem innych, a jeżeli mam możliwość to chętnie polemizuję. Interesuje mnie podejście słuchaczy do sfery muzycznej, tekstowej. Często zdarza się, że teksty, jakie napisałam ludzie interpretują zupełnie inaczej niż ja i to jest dla mnie bardzo interesującym doświadczeniem, dlatego staram się nie interpretować ich przy okazji udzielania wywiadów. Przez to w jakiś sposób mogłabym narzucić innym swoją koncepcję, czego pragnę uniknąć. Wiem, że w tej rubryce często twórcy omawiają swoje teksty, jednak postanowiłam złamać tę zasadę, tym bardziej, że kilka z nich omówiłam w czasie wywiadu w majowym Metal Hammerze. Korzystając z okazji chciałabym opowiedzieć o tym, jak ten album powstawał i jakie jest moje zdanie na temat "Fetish". 
Rozpoczynając pracę nad tą płytą nie mieliśmy początkowo jasno określonej koncepcji. Wyszliśmy więc z założenia, że postaramy nie ograniczać się żadnymi ogólno przyjętymi ramami, jeśli chodzi o gatunek muzyczny, jaki bardziej lub mniej swoimi płytami prezentujemy. Myślę, patrząc na efekt końcowy, że założenie to było bardzo trafne. Od jakiegoś czasu czuliśmy pewnego rodzaju niedosyt w obrębie samorealizacji artystycznej. Nie należymy do ludzi, którzy boją się zmian. Myślę, że największą klęską dla nas byłoby zamknięcie się w klatce o nazwie "stary, sprawdzony Artrosis". Nie wyobrażaliśmy sobie, że po płycie "Pośród kwiatów i cieni" moglibyśmy wydać coś na kształt jej "klona". Choć niektórzy się z tym nie zgadzają, byłoby to moim zdaniem dla nas jako autorów, mało rozwijające, mało ciekawe, a co za tym idzie niekorzystne. Owszem mieliśmy wcześniej parę pomysłów oraz kilka utworów już przygotowanych, jednak przez cały czas nie byliśmy pewni, czy rzeczywiście się nadają i czy tak do końca jesteśmy z nich zadowoleni. Ten fakt kosztował mnie parę bezsennych nocy i praktycznie nic z tego nie wynikło. Rozpoczęliśmy próby. Przyjęliśmy nieco inną taktykę niż to zwykle miało miejsce w przypadku pracy nad nowym materiałem. Praktycznie na dwa tygodnie mój dom zamienił się w studio nagrań, hotel oraz restaurację. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że był to świetny pomysł. Graliśmy kiedy mieliśmy na to ochotę, nikt i nic (poza telefonami, ale je wkrótce też wyłączyliśmy) nam nie przeszkadzało. Mogliśmy spokojnie oddać się procesowi twórczemu. Powoli zaczęły wyłaniać się pierwsze zarysy nowych kompozycji. Praktycznie jednogłośnie stwierdziliśmy, że skoro i tak gramy z automatem perkusyjnym, to możemy wykorzystać nieco bardziej jego możliwości. Stąd wzięły się słyszalne na "Fetishu" loopy, które nawiasem mówiąc Maciej sam komponował. Jednak nie stanowiły one jakiejś specjalnej rewolucji aranżacyjnej, bo przecież już na płycie "Ukryty wymiar" takie momenty są słyszalne. Poza tym, na Fetish często gra po kilka zestawów perkusyjnych na raz, niektóre są totalnie przesterowane i dzięki temu tworzą specyficzny "brud" który przewija się w kilku utworach. Wprowadziło to momentami iście industrialny charakter ("Zniewolona myśl"). Po raz pierwszy także na płycie słyszalne są sample z mojego komputera. Wprowadzają one moim zdaniem świetny klimat i stanowią przeciwwagę dla brzmień z naszego klawisza. Słychać je bardzo wyraźnie w "Samuelu" oraz "Ostatnim razie". Pamiętam, że któregoś dnia, jeszcze przed rozpoczęciem prac nad płytą "Fetish" skomponowałam na komputerze pewien utwór. Puściłam Maćkowi i doszliśmy do wniosku, że wykorzystamy go na płycie. Początkowo przeróbka miała wyglądać w ten sposób, że wszystko zostaje takie jakie jest, z tym, że zmieni się tylko aparat wykonawczy. Mówiąc jaśniej przearanżujemy go tak, aby można go grać z klawiszy Maćka, a nie z komputera, przy czym wykorzystane instrumenty pozostają bez zmian. Po jakimś czasie Maciej zaprezentował mi jego przearanżowaną wersję. Muszę przyznać, że spodziewałam się raczej "klasycznego" Artrosis. Jednak brzmiało to zupełnie inaczej. Właściwie trudno mi jest opisać moją reakcję, bo z jednej strony bardzo spodobała mi się aranżacja, z drugiej zaś strony, nie przystawała ona do naszego dotychczasowego stylu. Po rozmowie doszliśmy do wniosku, że tak zostanie i w ten sposób powstał utwór "Zatruta". Nawiasem mówiąc na okładce umieszczony jest błąd. Napisano tam, że "Zatruta" to cover Pornografii, jednak jest to nieprawdą. Coverem jest "Mur". Praktycznie to "Zatruta" była pierwszym nowym naszym utworem, który potem miał wpływ na całą zawartość płyty. Świeżość brzmienia na tyle nam się spodobała, że każdy następny utwór był nijako tworzony przez pryzmat aranżacji użytej właśnie w tym numerze. Bardzo dobrze zrobiła nam taka moim zdaniem niewielka zmiana w aranżacji, choć jak obserwuję dla niektórych zmiana nie do przeskoczenia. No cóż mówi się trudno... Z tego, co wiem płyta "Fetish" zbiera bardzo pozytywne recenzje u ludzi, którym twórczość Artrosis do tej pory z różnych względów nie pasowała. Natomiast jeżeli chodzi o dotychczasowych fanów różnie to bywa, chociaż znacznie więcej osób ocenia ten krążek pozytywnie. W zasadzie można zauważyć pewną prawidłowość. Początkowo otrzymywałam bardzo wiele maili, w których ludzie pisali mi, że płyta jest be i w ogóle takie tam. Natomiast ci sami ludzie po jakimś czasie wszystko odwoływali. Wiadomo, że wśród nich znaleźli się zatwardzialcy, którzy twierdzą, że to nie jest już to samo Artrosis, że zbyt mało słyszalne są metalowe riffy... Cóż... nic na to nie poradzę. Dla nas gitara jest normalnym instrumentem. Czasami można zagrać mocniej, ale czasami takie granie ma się nijak do aranżu. W przypadku Fetish sytuacja wygląda tak, że próba przysłonienia aranżacji plamami gitar skończyłaby się utratą smaczków i całego charakteru. Dla nas jako twórców najważniejszy jest rozwój i samorealizacja. Nie możemy stale grać tak samo, bo prędzej czy później byłoby to dla nas zguba i artystyczną klęską. Nie mam zamiaru w tym miejscu nikogo przekonywać do tego, że ta płyta jest naprawdę dobra, czy coś w tym rodzaju. Na pewno płyta "Fetish" jest nową ścieżką w historii naszego zespołu. Jeżeli tylko macie ochotę wspólnie z nami nią podążać serdecznie zapraszam.

 

Powrót