Marcin Gajewski TylkoRock - luty 2001

MG: Czy ta płyta dobrze oddaje atmosferę koncertów Artrosis?


M: Muszę przyznać, że atmosfera panująca na tym koncercie była bardzo specyficzna. Na pewno płyta" Koncert w trójce" dokładnie oddaje charakter akurat tego koncertu. Pomimo tego, że zdarzało nam się już grywać koncerty w radio ten moim zdaniem był najbardziej specyficzny i dostarczył nam najwięcej nowych doświadczeń. Jeżeli chodzi o atmosferę innych naszych przedsięwzięć koncertowych to różnią się one nieco od wspomnianej przez Ciebie płyty. Różnica ta polega głównie na doborze utworów. Na "standardowych" koncertach stawiamy przede wszystkim na kawałki bardziej gitarowe, przy których publika pod sceną ma okazję trochę się poruszać, natomiast w przypadku "Koncertu w trójce" były to w większości utwory "do słuchania". Kilka z nich zostało przez nas zagranych na żywo właściwie po raz pierwszy. Wystarczy wspomnieć akustyczne wersje" Szmaragdowej nocy" , "My" jak również "Nie ma nic". Pojawił się także zamieszczony w oryginale na ukrytej ścieżce "Djembe". 

MG: Płyta brzmi znakomicie. Czy kosmetyka studyjna była znaczna? A może to zasługa znakomitej akustyki sali, tudzież jej wyposażenia i obsługi?

M: A może też trochę zespołu?(ha, ha) Jeżeli chodzi o kosmetykę studyjną jak to nazywasz polegała ona tylko na zgraniu całej płyty. To znaczy między innymi ustawieniu dobrych proporcji między poszczególnymi instrumentami i wokalem. To tyle. Nie poprawialiśmy niczego. Nie należy jednak zapominać o wspaniałej akustyce sali. Za bardzo może się na tym nie znam, lecz jedno wiem na tym koncercie słyszałam dokładnie wszystko, każdy dźwięk od początku do końca, a wiesz mi że różnie z tym bywa. Tak więc wielki ukłon również w stronę realizatorów.

MG: Muszę się przyznać, że mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony cieszy jakość brzmienia, profesjonalizm produkcji, ale z drugiej strony płyta jest tak dopieszczona, brzmi tak idealnie, że koncert przestaje brzmieć jak koncert. Ginie nawet źdźbło spontaniczności - czynnika bardzo istotnego na koncertach. Gdyby nie oklaski pomiędzy utworami i sporadyczne zapowiedzi, trudno byłoby się zorientować, że słuchamy scenicznej prezentacji. Nasuwa się więc pytanie: jaki jest sens publikować w takiej postaci album koncertowy?

M: Ja z zasady nie lubię albumów koncertowych. Z drugiej jednak strony wiem, że bardzo dużo ludzi, w tym naszych fanów, jest innego zdania i to dla nich ten album został wydany. Jak już mówiłam wcześniej atmosfera tego koncertu była tak bardzo specyficzna, że jeżeli ktoś słyszał tylko tą płytę, a nie był na żadnym naszym "normalnym" koncercie może być zaskoczony. Z drugiej strony jeżeli ktoś był na naszym "standardowym koncercie może zdziwić się słuchając tej płyty. Chyba największym atutem tego wydawnictwa jest to, że wiele utworów zostało zagranych inaczej niż ma to miejsce na albumach studyjnych. To, że nie jest on spontaniczny wynika chyba ze specyfiki klimatu jaki się tworzy w radiowym studio. Zupełnie inaczej wyglądał nasz jubileuszowy koncert na zamku w Bolkowie, gdzie zarówno my jak i słuchacze czuliśmy się bardziej swobodnie i atmosfera była bardziej naturalna. W gruncie rzeczy cieszę się, że mamy to wydawnictwo, bo tak naprawdę przestałam już wierzyć w to, że się ukaże.

MG: Czy wszystkie utwory z koncertu trafiły na te płytę? Jeśli nie, to jakie odpadły i co zadecydowało o selekcji?

M: Odpadły utwory bisowe "Crazy " i "Morfeusz". Powodem tego, że nie zostały one zamieszczone były ograniczenia czasowe związane z długością trwania taśmy, na którą koncert był nagrywany. Mimo to jednak płyta trwa przecież ok. 65 minut. Na otarcie łez mogę powiedzieć że utwór Morfeusz mimo wszystko znalazł się na płycie ... w wersji video. Pochodzi ona z naszego koncertu nagrywanego w krakowskim studio "Łęg", który zaowocował wydawnictwem w postaci kasety VHS.

MG: Czy na koncertach nie odczuwacie braku żywego perkusisty? Czy nie boicie się, że Wasze koncerty na tym tracą (choćby na dynamice)?

M: Wiesz, ten temat już tak długo ćwiczyliśmy, że pewnego razu postanowiliśmy to zmienić. Na razie więcej nic o tym nie powiem, ale wkrótce będziesz mógł porównać sobie brzmienie Artrosis z "żywymi" bębnami. Moim skromnym zdaniem nasz zespół totalnie przez to traci swój charakter. Osobiście niezbyt mi się to podoba i na przyszłość nie mam zamiaru zatrudniać w zespole perkusisty zwłaszcza, że na nowym albumie Fetish sekcja perkusyjna poszła w trochę inną stronę. Mimo to cieszę się, że spróbowaliśmy ponieważ jeszcze bardziej utwierdziło to nas w postanowieniu żeby mimo wszystko zostawić syntetyczne brzmienie.

MG: Czy na koncertach perkusja jest zaprogramowana na cały utwór, czy w trakcie to zaprogramowanie jest zmieniane?

M: Oczywiście, że część ścieżek jest zaprogramowana i nie jest to żadną tajemnicą. Jeśli wszystkie dźwięki byłyby grane na żywo nie wiem czy znalazłaby się odpowiednio duża scena aby pomieścić 20 stu klawiszowców (ha ha).Muszę jednak powiedzieć, że Maciej w trakcie koncertu gra dużo partii "z palca" i czasami potrafi nawet nas zadziwić. 

MG: Czy można traktować tę płytę jako The Best Of Artrosis?

M: Zbyt mało jeszcze wydaliśmy płyt, żeby można było mówić o "Koncercie..."- The best of... Na pewno większość zamieszczonych utworów to najlepsze kawałki Artrosis stworzone przez nas do tej pory, ale nie było naszym zamiarem tworzenie takiego właśnie albumu. Kierowaliśmy się raczej atmosferą koncertu i dlatego staraliśmy się dobierać utwory bardziej spokojne Myślę, że w ten sposób, spełniliśmy życzenia tej części naszych odbiorców, którzy lubią Artrosis bardziej klimatyczny niż metalowy. 


 

Powrót