Margaret: Fetish

 

Zawsze gdy zbliża się dzień premiery nowej płyty Artrosis moje serce bije szybciej niż powinno, a emocje wymykają się jakiejkolwiek kontroli. Ale to nic dziwnego - ten zespół wszak już od dawna pełni niezastąpioną rolę w moim muzycznym życiu. Moją miłość do jego twórczości rozpalił już debiutancki "Ukryty Wymiar" i od tamtej pory, po każdym kolejnym akcie dźwiękowej sztuki to uczucie staje się coraz intensywniejsze, coraz trudniej nad nim zapanować ... Ale jaki to cudny stan - rozpływać się w natchnionej wyobraźni twórców pięknej i pełnej pasji muzyki ...

Po fantastycznym "Pośród Kwiatów i Cieni" można było poważnie zastanawiać się nad tym, czy Artrosis będzie jeszcze w stanie stworzyć coś równie przejmującego i udanego. Mówi się wszak, że Absolutu dotyka się tylko raz, potem można już tylko wytwarzać magiczną, uzupełniającą aurę wokół niego. Czy jednak kraina "Kwiatów i Cieni" faktycznie była tym punktem kulminacyjnym w dyskografii tej zielonogórskiej formacji ? Teraz, gdy pojawił się nowy album cała ta teoria straciła swą moc, cały swój sens ...

Można było spodziewać się, że Sztuka Róż ponownie złowi w swą dźwiękową sieć wrażliwe dusze, które nie mogą przejść obojętnie obok piękna, pasji i mroku. Można było w ciemno powiedzieć, że ponownie trudno będzie zapanować nad emocjami, które będą wyłaniać się podczas poznawania muzycznych przestrzeni. Ale czy można było przewidzieć kierunek, w jakim pójdzie zespół ? Artrosis bowiem, choć na pewno zdaje sobie sprawę z dobrego przyjęcia swych poprzednich dzieł nie powielił pomysłów zawartych na "Pośród Kwiatów i Cieni". Oczywiście klimat nie pozostawia złudzeń - wiadomo od razu, że taka aurę jest w stanie wyczarować tylko jeden zespół. Zmiany dotyczą warstwy dźwiękowej, proporcji w używaniu poszczególnych instrumentów. Na "Fetish" bowiem bardzo ważną rolę odgrywa to, co spędza sen z powiek wielu miłośnikom tradycyjnego gitarowego grania ... elektronika. Przyznam, że jako niepoprawna wielbicielka poprzednich płyt po pierwszym "przemaglowaniu" "Fetisha" byłam nieco zdezorientowana i co tu dużo mówić także rozczarowana jego zawartością. Jednak kolejne chwile spędzone przy tej płycie bezpowrotnie wciągnęły mnie w jej natchnione piękno, w jej różnorodne emocje i uczucia. Mimo zmian to wciąż Artrosis - tak swobodnie kreujący magiczny klimat, tak urzekający, sprawiający, że kolejny raz czuję się gorące wypieki i przepływ dreszczy na skórze. Tym razem na pierwszy plan wysuwają się klawisze, sample i jakby mechaniczny (lecz doskonale komponujący się z całością) automat perkusyjny. Gitara jednak nie jest tłem - pełni jednak inną rolę, często chowa się pod warstwą elektronicznych pejzaży. Trudno teraz zamykać grupę w szufladzie gotycko- metalowej. Niewątpliwie brzmienie nie jest już tak ciężkie jak w przeszłości, jednak nie oznacza to, że "Fetish" należy do płyt łatwych, szybko wpadających w ucho. Wręcz przeciwnie - im częściej się go słucha, tym bardziej dochodzi się do wniosku, że jest to najtrudniejszy w odbiorze, jednocześnie najbardziej przemyślany i dopracowany materiał (na oddzielną uwagę zasługuje fantastyczne brzmienie). Kompozycje są niezwykle zróżnicowane - jest tu miejsce na delikatny, okraszony symfonicznym wstępem przebój, nawiązujący do poprzedniego albumu ("Prawda"), na pełne mrocznego piękna dramatyczne akty ("Samuel", "Fetish"), na suitę pełną erotyzmu i namiętności z pełnymi romantyzmu gitarowymi solówkami ("Zanim Wstanie Świt"), na ciężki niemal rammsteinowy walec ("Ostatni Raz"), na przewspaniały gotycko- zimnofalowy przebój ("Zatruta"). Największą niespodzianką jednak niewątpliwie jest wręcz industrialna "Zniewolona Myśl" (ten niesamowity "mechaniczny chłód") i "Druga Twarz" z nietypowymi, demonicznymi wokalami. Zresztą Medeah zadziwia tu nieraz swoimi nie eksponowanymi dotąd możliwościami. Zresztą nie tylko ona - na "Fetish" każdy instrument prezentuje jakby swoje drugie oblicze, zachowując przy tym specyficzne brzmienie, znane z poprzednich płyt. Trudno znaleźć obecnie odpowiednią etykietkę dla Artrosis. Bo ta płyta jest niczym uśpiony, lecz wciąż aktywny wulkan - raz po raz eksploduje nowymi emocjami i barwami. Czy jest to gotyk ...? Pewnie ta etykietka będzie przyklejana grupie najczęściej. Jednak przemierzając fetyszystowską krainę dźwięków nie sposób nie dostrzec pierwiastków metalu, art rocka, industrialu, elektroniki (przede wszystkim), a nawet zimno- falowej tradycji lat 80- ych ("początek "Zatrutej" przypomina nieco "Siamese Twins" The Cure). Zresztą nie bez powodu chyba znalazł się tutaj cover Pornografii ("Mur") jakby nie patrzył legendy polskiej sceny gotycko- zimnofalowej. Wszystkie te elementy wspaniele do siebie pasują, tworzą magiczną, nigdzie indziej nie spotykaną układankę emocji i uczuć. Zlepek poetyckiego, natchnionego piękna z barwami mroku i nocy. 

Czy "Fetish" będzie zbyt trudny do zaakceptowania dla dotychczasowych wielbicieli grupy ? A może podświadomie czekali oni na dźwiękowe odświeżenie dobrze znanych patentów ? Czas pokaże. Jedno jest pewne już w tej chwili - Artrosis kolejny raz stworzył genialne dzieło, które nie pozwala trzymać emocji na dystans, pełne marzeń, piękna, pasji, uduchowienia, a jednocześnie różnorodnych pomysłów. Pewne jest też to, że kraina Kwiatów i Cieni wcale nie była dla grupy Absolutem ... 
 

Powrót